Kolejne filipowe zapalenie oskrzeli trwa. Tym razem jeszcze bez antybiotyku, inhalacje uskuteczniamy i zamęczamy biedaka. A jest on w fazie na stawanie. Ulubione miejsce to moje nogi i poduchy na kanapie - jak się przy nich znajdzie, od razu startuje do podciągania, najpierw kolanka, a później nogi dalej w górę. Chwieje się przy tym i gibie na wszystkie strony, ale zadowolony jest wielce :) No i przez to, że jest taki świszcząco-kaszląco-wymagający mam wrażenie, że antosiowo-wspólny czas jakoś się skurczył. A może to wizyta teściowej miała też na to wpływ? W każdym bądź razie dwa ostatnie wieczory należą do nas - kolacja, mycie, czytanie (ja wybiole co chce), wybieranie "plutanki" i zasypianie. Obiecuję sobie nasze jakieś wspólne wyjście, bo nie pamiętam już, kiedy spędzałyśmy więcej czasu tylko razem.
Płyta z dziecięcymi przebojami wciąż na topie. Nie ma dnia bez śpiewania, tańczenia, wygibasów (dziś nawet z miotłą). Zaczynamy od "Marylka Maja", potem "szczotka", "witaminki", przedszkolny hit "karuzela", dyskotekowy "gumi miś" i o gruszce, która chciała być pietruszką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz