Jutro grubsza impreza - weselna. Pierwsza w życiu Antoniny, no chyba że liczyć 22 sierpnia 2009, ślub Agnieszki i Darka, dzień, w którym się dowiedzieliśmy, że mały człowiek będzie z nami. Wtedy już była :) No ale na zewnątrz to po raz pierwszy. I jak zwykle w związku z imprezą - dużo poszukiwań, zakupów, prób dopasowania do wszystkiego, przewidzenia, co będzie potrzebne, a co nie. Dlatego dziś w pośpiechu kupowałam buty (znaleźć białe sandałki dla dziewczynki - nierealne, bez różu i świecidełek się nie obędzie), ozdobę na włosy, czapka z allegro nie dotarła (trudno), rajstopy są, skarpetki też.... A sukienek uzbierało się cztery i mamy dylemat, którą wybrać. I widziałam dziś, z jakim zachwytem patrzyła Tosia na te sukienki, jak zadowolona ciągnęła je po podłodze, cmokając przy tym z właściwym sobie radosnym uśmiechem... Miałam wrażenie, że każde stwierdzenie o tym, "co ta Tosia ma" i "jakie ładne" wywołuje w niej wręcz dumę :) Mała panienka, chyba będzie lubiła się stroić, aaaa... buty to też obiekty pożądania.
Hitem był dziś groszek - wydłubywanie z łupinki - ile to tego potrzeba precyzji małych rączek :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz