niedziela, 3 lipca 2011
W czasie deszczu...
Były obiecujące sobotnie plany - na piknik w Myślęcinku, na wyjazd do Torunia, na domowe odwiedziny Wojtka. I nic nie wyszło. Zostałyśmy w domu, zadowalając się półgodzinnym wyjściem przed dom między jednym deszczem a drugim. Niestety pogoda nas pokonała i odebrała ochotę na jakiekolwiek wyjścia. Pierwszy lipcowy weekend - zimno i deszczowo. W dodatku nastrojowo też poległam, budowa domu wyzwala też (ostatnio przede wszystkim) niestety negatywne myśli, uczucia, obawy, złości. Skoro już tak na negatywnych nutach gram, to dodam jeszcze, że Tosia pięknie demonstruje niezadowolenie, kiedy nie może mieć tego, co chce. Siada na ziemi i płacze - nie tylko łzami rzewnymi, ale i piszczeniem zawodzącym. Na szczęście jest na tym etapie, że szybko jestem w stanie odwrócić jej uwagę, zająć czymś, dać coś w zamian. To wystarcza i pomaga. Ciekawe, czy na dłuższą metę tak się da...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz