Mały śpioch. Najpewniej z powodu maksymalnie długiego wieczornego szaleństwa... Wstawanie po 9 to mała rozpusta, zresztą ostatnio nie tylko Tosi :) Po przebudzeniu cycanie, w następnej kolejności nocnik, no i powolne ubieranie, czasem na raty... Potem śniadanko. Dziś nawet razem je przygotowałyśmy - jajecznica z szynką i pomidorami, mniam. Mały kucharczyk poszerza kulinarne umiejętności, robienie pierników ma już prawie w małym palcu :) W jedzeniu pomagał nam Pinokio, który mieszka z nami od wczoraj, a przebył długą drogę, bo jest prosto z Italii, a odnaleziony w bydgoskim Rywalu na piętrze, ważący równowartość 5 złotych :) Drewniany, zginający nogi, piękny, Tosi chyba też przypadł do gustu - zapoznała go z pozostałymi mieszkańcami krainy zabawek, woziła wózkiem, no i tak karmiła śniadaniem, że potem musiała koniecznie go umyć!
Dalej? Już tylko szykowanie do wyjścia... Pęd na przystanek, powrót z pracy o 21, mała rzuca się na szyję, rzuca się na pierś, pije 5 min. i zasypia na rękach... Mam dziś duży niedosyt wspólnego czasu. Za mało go, tak za mało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz