środa, 8 sierpnia 2012
Znad morza
Krótko, ale intensywnie, z dużą ilością płaczu, fochów i spełniania życzeń oraz dochodzenia o co chodzi Tosi tym razem i co jej się nie podoba. To tak w wielkim skrócie o wyjeździe nad morze, znad którego wróciliśmy cztery dni temu. W czasie wyjazdu ujawnił się trudny czas, oj czasem ciężko było odgadnąć, co tym razem jest nie tak, a płacz od razu wielki. Zmienianie zdania - nagminnie. "Ja jybke" - jęczący głos zmusza nas do przyspieszenia kroku, dziecko głodne. Pędzimy do pierwszego napotkanego baru, w tym czasie ton jęczący się nasila, bardzo bardzo chcąc rybki. 20 minut oczekiwania na zamówienie, Tosia zawodzi... Wreszcie jest! Z frytkami! Jeden kęs i... "ja jybki nie" i znowu płacz. Bylismy w podobnej sytuacji niejeden raz. Przypisuję to "temu wiekowi" - klasyczne objawy dwuipółlatka, jak czytałam. Tylko czasem i tak brakuje na to cierpliwości...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz