Wirusy, bakterie, nie wiem co, ale coś niefajnego zaatakowało znowu Filipa. Męczy się biedula strasznie, gorączka pojawiła się w środę wieczorem i aż do teraz falami wraca po dłuższej lub krótszej przerwie. Zaczęło się od niewinnego kaszlu. Myślałam, że może to zęby dają się we znaki, tym bardziej że w czwartek osłuchowo było czyściutko i nic się nie działo. Dwa dni później już duże zmiany na oskrzelach, antybiotyk, gorączka 39.4.
Tosia w tym czasie w Solcu, dziś dopiero przyjechała, stęskniłam się za nią bardzo, miała wracać do babci i dziadka na kolejny tydzień ferii, ale chciała zostać. Pewnie będzie nam ciężko, bo tak chorobowo (oby się nie zaraziła), ale drugi tydzień bez niej? Za długo...
Bawimy się w naśladowanie, kim jestem. Biorę do ręki grzebień z zamysłem pokazania fryzjera, czeszę włosy.
- Wiem, jesteś czesalką. :)
- Zlobie dla ciebie balentynke najpiekniejszą na świecie.
6/52
Dziś tylko Filip, bo Tosia poza domem, więc nie ma zdjęcia.
Tu jeszcze z tylko lekkim niewinnym kaszlem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz