Mimo pewnych niesnasek, o których pisać nie będę, bo i po co, weekend udany - pogoda fantastyczna, wiosna w rozkwicie, więc aż nie da się czuć się źle, zakupy udane, spacery wykonane. Wczoraj długa (najdłuższa jak do tej pory Filipa) samochodowa podróż, cel - Ikea. Większość czasu chłopak przespał, dziewczyna szalała, tak jak w sklepie zresztą. Chociaż... do czasu, pod koniec ułożyła się w wózku na kurtkach i padła. Portfel się uszczuplił, ale przybyło mebli i drobiazgów - komoda u Tosi, szafka na buty.
Dziś byliśmy wszyscy na Zygzaku, a potem wiosenny spacer po parku Witosa. Dywan z niebieskich kwiatków Tosię zauroczył, bo biegała jak szalona i obdzielała nas bukietami. Ciąg dalszy dotlenienia miał miejsce już na zadomowej łące.
- O, jakie masz ładne kolczyki - to Tosia do mnie dziś. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakieś założyłam.
- Zuzia też ma kolczyki. A jest taka duża jak ja. Nie jest większa od mnie. To ja też chcę mieć kolczyki.
Wniosek jest prosty :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz