niedziela, 28 czerwca 2015

Coś się kończy, coś zaczyna...

Kończy się kolejny etap. trudno w to uwierzyć, ale przygoda z przedszkolem dobiega końca, przed Tosią zerówka. Wciąż nie wiemy gdzie... dwa różne miejsca, wiele pytań, wątpliwości, wahanie. Przedszkole.... Widzę pełną emocji, ciekawości, ale i strachu trzyipółlatkę wychodzącą z domu pierwszego dnia z czerwonym workiem w białe kropki. Słyszę ten okropny płacz niemal wszystkich dzieci z grupy, zapłakane oczy mojej małej dziewczynki. Widzę, jak biegnie przez cały korytarz z furkoczącą kartką papieru, jak jest aniołkiem w jasełkach i murzynkiem Bambo recytującym wierszyk. A potem choroba... i coraz bardziej zaznajamiam się z przedszkolnymi korytarzami...
Ostatnie dni pięknie wyrównane, chwilo trwaj!! Jest na etapie: "mamo, powiedz mi jeszcze o cukrzycy". Ma frajdę w odpinaniu pompy, zakładaniu zatyczki, wbijaniu bolusa. "Jak juz wszystko będę umiała, to będziesz mogła iść do pracy". Dobrze, że wciąż jeszcze nie postrzega tego, jako balastu, utrudnienia. Taka lekkość bytu z niej płynie, taka dziecięca radość ze wszystkiego, podskoki i okrzyki z powodu lodów, wygranej, dobiegnięcia gdzieś, wiekszego kawałka arbuza. Muszę się tego uczyć od niej, każdego dnia... Filip się uczy. Po prostu powtarza wszystko, jak leci - słowa, ruchy, taka mała kopia. Nie można się nie uśmiechnąć, widząc te wpatrzone oczy i nie do końca zdarne naśladowania.
Tymczasem, zaczynamy wakacje i oby same fajne rzeczy nam się w nich przytrafiały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz