sobota, 11 lipca 2015

Rower, clown i niedospanie

Sobota, 6.10, Filip:
- Jus nie ce pac. Mama, glamy?
Tup, tup, tup, biegnie do pokoju, wraca z planszówką, którą rozsypuje na srodku łóżka, rejestruję to jak przez mglę, tak jak to, że już muszę zmierzyć cukier.
- Cytaj, mama cytaj niągę. O, to mój mochód, a to Tosi, a to mamy. O, Kola pysła. Mama, no cytaj.
Po pół godzinie, a może i dłużej, słyszę jedno zdanie, które podrywa mnie na nogi i zmusza do wstania:
- Mama, kupe mam.

Bylismy dziś w Ostromecku. Letnia Akademia Sztuki Cyrkowej wywołała ogrom śmiechu u Tosi (Filip spał), dużą aktywność z clownem i zainteresowanie iluzją (Zapiszecie mnie do takiej szkoły, gdzie uczą jak się to robi? Proszę :)) Filip po wejściu na teren parku:
- Jak tu jest ładnie :)

Filip nurkujący w misce poziomek:
- To jest pysne.
Filip dostający kolację:
- To jest niepysne.

Tosia od tygodnia jeździ SAMA na rowerze. Dużym, dwa kółka. Niesamowite to uczucie, kiedy dziecko się rozpędza, puszczasz kijek i juz nie możesz go dogonić, mimo że ciągle przyspieszasz :) Tylko hamowanie trzeba jeszcze dopracować. Drooobiazg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz