niedziela, 26 czerwca 2011

Makaroniowy krecik

Przeglądam sobie zdjęcia sprzed roku... Wywołuję, wklejam do albumu, ale strasznie wolno mi to idzie, mam dokładnie rok tosiowych zaległości. I tak sobie patrzę na tego malucha...i sama już nie wiem, czy się zmienił :) Tzn. wielkościowo na pewno :) Długie nogi wystają właśnie spod kołdry. Ale miny? Podobne :) Zbliżone :) Główka wciąż drobniutka. Ale i tak to niewiarygodne, jaki rozwój zachodzi w ciągu roku  z takim miniczłowieczkiem.

Zastanawiałam się też nad określeniem Tosi. Tego zdrobnienia używamy powszechnie, ale oprócz tego są i inne... Żuczek, krecik, gzub, dziubas, myszuś, niuniuś, słońce. Ale żadne nie zadomowiło się na dobre, na stałe. Trochę szkoda, ale może dopiero przyjdzie na to czas... A jeśli miałabym ją określać ze względu na wygląd albo charakter (obecny) czy upodobania, to mogłaby być przytulasem, szczypiorem, drobnicą, straszycielem, makaroniową, wędrowniczkiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz