Akcja odstawianie trwa. Zaawansowana jest na tyle, że noc z soboty na niedzielę postanowiłam spędzić piętro niżej. Ale i tak słyszałam co jakiś czas rozdzierający płacz. Ciężko, ciężko, ciężko... Dziś w nocy ja przejęłam rolę noszeniowo-śpiewającą. Tylko raz Tosia była szybsza i się do mnie dorwała, poza tym - konsekwencja, pamięć o sobotniej nocy - żeby nie poszła na marne. Pocieszające, że w ciągu dnia ssak już się nie domaga mleka. Jeszcze kilka dni temu robiła dziką awanturę na odmowę... Zresztą, w piątek też się nie mogłyśmy dogadać i praktycznie całe popołudnie to była walka, co mnie zdołowało bardzo (że sobie nie radzę, nie potrafię zająć, odwrócić uwagi). Aż z bezsilności sięgnęłam po "Rozwój psychiczny dziecka...". Tłumaczę sobie, że i takie emocje w życiu dziecka występują, że to normalne, że nie ona jedna, że to być może reakcja na zmianę, na coś, z czym Tosia nie chce się pożegnać. Po prostu trzeba jakoś przez to przejść.
Niekarmiona od 18.02 rano...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz