Chyba powoli wychodzimy na prostą... To było do tej pory najgorsze, co nas dopadło. Zaczęło się od wieczornych poniedziałkowych wymiotów, przez całą noc targały i miotały biedną Antosią. Następnego dnia do lekarza. Wtorek - wysoka gorączka (w nocy prawie 40!!) + biegunka. Środa - biegunka ciąg dalszy. Czwartek - mama się rozkłada... Ciągle żuczek osłabiony bardzo i marudny nad wyraz, pokazuje czasem na zęby, więc może to też się jakoś nakłada. Eh, żeby te wirusy wszelkie już nas opuściły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz