wtorek, 24 lipca 2012

Pieczyska, marchewkowa i taćka

I znowu zaległości się porobiły, ale dzisiejsza sytuacja mnie zmobilizowała... Po obiedzie, porządkuję działkę, Tosia zrywa sobie chwasty i co chwile pyta - do ziupki? Mówie za każdym razem, nie, to niedobre. W koncu przychodzi z marchewką - natką, nie korzeniem! Mówie - oooo, to już lepiej, marchewka moze byc. Idzie z tym do domu, krzycze, zeby połozyła w kuchni, a słyszę, jak podsuwa krzesło, jak zdejmuje pokrywke z garnka i znowu odsuwa krzesło. Wrzuciła do ziupki i przyszła w podskokach :) Kurcze, korciło mnie, zeby biec za nią, ale :) Poza tym: nowe słowo na dziś: taćka (taczka), przydatne bardzo :) Ostatni weekend spędziłyśmy na działce w Pieczyskach, w towarzystwie Ani i Wojtka, Ani i Szymona i Kingi (tata dojechał tylko na niedzielny obiad). Baardzo mi sie ta odskocznia podobała i szalenie miły był to czas. Dzieciaki prowadziły zażarte dyskusje na dwa słowa: tak! - nie!, czasem się zdarzały upadki, a czasem lulanie na hamaku. A ciocia Ania robiła superowe babki na piasku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz