czwartek, 3 września 2015

Początki

Nie chciałabym zapeszać, ale póki co zerówka w Przyłękach na plus. Muszę wciąż być obok, panie są chętne do nauki, mimo że to jest ogrom informacji i duża odpowiedzialność. Widzę też po Tosi, że jest zadowolona, że jej się podoba. Wczorajszy pierwszy dzień pełen emocji, dzisiejsze szukanie skarbu i wyścigi łódek. Musimy tylko wejść w jakiś schemat, ogarnąć to organizacyjnie, bo na razie szukam najlepszych rozwiązań - czy śniadanie w domu, czy z dziećmi w sali, czy badać cukier przed wyjściem na spacer i jak często... Ale wierzę, że to się wyklaruje. Martwią mnie te poziomy (wczoraj wysoko, dziś dla odmiany 47), ale wydaje mi się, że Tosia będzie w dobrych rękach. Obym się nie myliła.

Filip, mężnie asystujący siostrze :)
Dziś dziarsko wchodzi do sali i krzyczy:
- Tosia, musis miezyć cukiel!! Booo....
I tu się biedak zawstydził, bo spostrzegł wzrok pani i wszystkich dzieci na sobie.

Wołam ich na obiad. Siedzą przy stole pokrytym kredkami. Filip:
- My lolujemy, nie peskadzaj mama, dobla?

Uciekam się do przekupstwa w sprawie nocnika:
- Dostaniesz duuży samochód.
- Nieee, jus mam mochód. Nie tseba. Systkie jus mam.
Nocnik zostawiam chyba na przyszły rok, teraz zupełnie nic go nie przekonuje, zero postępu.

Lulka - wiewiórka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz