piątek, 30 października 2015

Do przodu

Dluuuga przerwa. Im dłuższa, tym cięzej się zabrać
Był szpital w międzyczasie, oddział onkologii na dłuższą chwilę wytrącił mnie z jako takiej równowagi. Dużo strachu, ale skończyło sie dobrze i obym nigdy w życiu nie musiała tam wracać.

Filip - obudził mnie dziś gorącymi buziakami, przepędzając te deszczowe chmury tak samo skutecznie jak dzisiejszy wiatr. Nauka nocnikowa zupełnie nie idzie, nie mam już pomysłów i argumentów, jak to zmienić. Może to po prostu jeszcze nie ten czas? Wyścigi samochodowe, wypadki i korki to coś, co zajmuje go na długi czas. W ogóle ściganie się, bycie pierwszym we wszystkim jest nieodłączną częścią każdego dnia. Tak jak dziś: wysiadają z samochodu i pęd do bramki - ja pierwsza! nie, ja piersa! Przepychanki. Następne starcie przydrzwiach - pierwsza! Kończy się czyimś niezadowoleniem albo płaczem, albo walnięciem kogoś w coś.
Tosia - fascynacja nauką, jest rysowanie, liczenie, dodawanie (zawsze tak z nienacka: a pięć i pięć to dziesięć:), słówka po angielsku, no i najważniejsze - literki i radość, kiedy S wyjdzie w odpowiednią stronę! Zerówka dała jej dużo samodzielności, poczucia normalności w tym wszystkim - tak mi się wydaje.

Dziś byłam pacjentem tych małych urwisów. Przygotowali miejsce: z kocem i ręcznikiem pod głowę.
- Połóż się tutaj, spij sobie, spij. Oplówka będzie.


Babina - Filipowa drabina
Koladka - wiadomo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz