W końcu udało nam się zaliczyć solecki Klub Mam. Z moimi godzinami pracy ciężko się wpasować w jakieś regularne zajęcia w tygodniu. Właściwie jest to niemożliwe. Dziś fuksem wyszło :) Wyszło miłe spotkanie z mamami plus zabawa z dzieciakami - dla Tosi. No, zabawa to może zbyt wyszukane słowo na wlepianie ślipek w płaczących kompanów albo podawanie zbędnej zabawki czy "walkę", poprzez głośne nie, o liczydło. Ale liczy się społeczne wyjście.
Wczoraj rozbroiła mnie nieskończoną chęcią czytania bajek. I to tata miał czytać. Biegnie taki brzdąc w pajacu do spania, pokazuje na fotel, na którym masz rodzicu drogi usiąść, pokazuje lampkę i książkę i nie ma zmiłuj... Odmówić nie sposób. A czytelnik zapada się w bok taty i słucha... słucha... Chyba niedługo trzeba będzie jakieś książki z dłuższym tekstem przygotować, bo te bez to za krótkie na nadchodzące jesienno-zimowe wieczory.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz