Od kilku dobrych dni daje się zauważyć rozwój... mowy. Tej własnej, autorskiej, chińskopodobnej. Dyskusje są na każdy temat i niemal non stop :) Tosia z zapałem opowiada o tym, że przechodzi kot, że szczeka pies, że leci samolot, jedzie duuży samochód. Czyta też książki - po swojemu oczywiście. Czasem da się wyłowić jakieś pojedyncze słowo, jak cio, gdzie albo jak dziś - kotek (może). A tak to
grrruuuuuttttyyyy, bzryyyydryyyytiaa, gryyyydriiiiituuu To tego dochodzi też gestykulacja - pokazywanie palcem tego, o czym się mówi, gdzie się chce iść albo rozkładanie rączek na nie ma.
Z ostatnich wydarzeń:
4 września - podróż do Piły (wypasionym mitshubishi, a co) i kibicowanie tacie w półmaratonie (dzielne klaskanie biegaczom), w nagrodę możliwość przymierzenia medalu :)
6 września - Toruń, pociągiem po raz drugi! Piesek Filutek,osiołek, gołębie i fintanna - hity
Dziś basen - znowu bez powodzenia, nawet z babcią, no dobra - kilka razy chlapnęła nogą z radością, poza tym płacz w jazuzzi, w przebieralni, cóż nie każdy musi być świetnie zapowiadającym się pływakiem. Długo mnie nikt nie namówi na podobne wyjście
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz