Pierwszy dzień sama z dwójką. Chociaż... no nie tak do końca, bo był tata i Tosia spędziła u góry trochę czasu. Poza tym dzieci obeszły się ze mną litościwie (wczoraj ogromny ból głowy) - Tosia nie wpadała w histerie i spazmy, tylko rysowała piękne koty (gowa, ocy, uszka, łapy, buzia, nos i nawet mjećko, był tata, mama, dziecko i siota - siostra), a Fifi miał dzień spania i ucinał sobie dłuugie drzemki z przerwą na mjećko. Bomba :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz