sobota, 20 sierpnia 2011

Wkurzające zakupy

Nie taka miała być ta sobota, wszystko się w trakcie przekształcało i w sumie rozpływało w dorosłym świecie miliona spraw, które niekoniecznie chcą stać się załatwionymi. Przyłęki ... tylko na krótko...
Zawsze sobie obiecywałam, że rodzinnych weekendów nie będziemy spędzać w supermarketach, a tu masz - zeszło nam dziś w nich ponad pół dnia. A najgorsze, że bez większego efektu (Tosia zyskała ledwie body). Zależało mi najbardziej na butach dla niej, ale nic nie wpadło nam w oko. A jesień przecież za pasem... Matka przewidująca jestem i zapobiegliwa? Co z tego, jak kompletnie niezdecydowana. Ale Tosia dała nam popalić na tych "zakupowych" wojażach - co chwilę żałosny jęk, co chwilę na ręce, za chwilę biegać, coś koniecznie dać - i tak w kółko. Oj, męcząco. Tak w ogóle to widać teraz w niej taki bunt, błyskawiczną złość, jak coś nie wychodzi albo jest nie po jej myśli. Grrrrr... i tupie nogą, wkurza się. Naczytałam się i wiem, że to normalne, że zbliżamy się do półtora roku i niemal każde dziecko to przechodzi. Łatwiej to zrozumieć, mając tą świadomość. Co nie znaczy, że po ciągłym takim jęczeniu ręce opadają i się człowiek gotuje. Ale co można zrobić w takiej sytuacji... Tylko mocniej przytulić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz