Wczoraj stomatologiczna premiera. Tak, tak szybko zaczynamy. I to w dodatku trzynastego w piątek. Nie było źle, Tosia siedziała ze mną na fotelu i obserwowała nawijającą bez ustanku asystentkę, która tak słodziła i drobniła, że po pięciu minutach miałam ochotę uciekać. No i sama wizyta nie trwała dłużej. Usłyszałyśmy, że jest ubytek w szkliwie (tyle to też wiedziałam) i że przydałoby się to potraktować silikonem, żeby proces przystopować. Jest tego kilka serii, których nie można przerwać, poradzono stawić się wiosną, poza okresem grypowo-chorobowym.
A przed piątkowym południem byłyśmy z wizytą w Trzeciewcu w nowym domu Sary, Stasia i Rity. A zabrała nas tam Asia z Anią.Podróż nieznanym samochodem nie należała do przyjemnych, ale późniejsza ilość zabawek, z wózkiem dla lalek i piszczącym kotkiem na czele, zrekompensowała te "niewygody". Fajnie było :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz