wtorek, 10 stycznia 2012

Pewna żaba

Jako że kaszel nie przechodzi, z nosa jak leci, tak leci już kolejny dzień (mimo syropów, maści itp) trzeba było to zbadać. Niech fachowiec osłucha. Najpierw przez cały ranek się zastanawiałam, czy iść do tej przychodni pełnej zainfekowanych organizmów :) i nie mogłam się zdecydować...Proste podjęcie decyzji, a ja myślę, że może jej lepiej, że co w pracy, a zaraz, że przecież trzeba sprawdzić, że oskrzela.  Trafiłyśmy do lekarki hmmm... no ja rozumiem, że takich przypadków to ma tysiące dziennie i że rutyna itp., ale trochę się czułam, jak w skeczu Halamy i Kamysa, w którym pacjent sam się diagnozuje. Osłuchowo ok, gardło zaczerwienione, czyścić nos, syropek i 3 dni w domu.
A w domu przytulaśnie, tulimy, nosimy, karmimy i lepimy z ciastoliny rzecz jasna :) Aaa... i jeszcze czytamy wierszyki Brzechwy, szczególnie ten ulubiony o chorej żabie, który dziś cały dzień chodził mi po głowie. Pewna żaba była słaba więc przychodzi do doktora i powiada że jest chora....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz