Dziś pierwsze wspólne rodzinne wyjście... Nie licząc odwiedzin w Solcu i w przychodniach. Wybraliśmy się do "Kini do placy", na warsztaty, żeby ozdabiać jajka. Fifi obudził się na jedzenie i przebranie, a w tym czasie Tosia demonstrowała swoją kreatywność :) Zwiedzaliśmy sale muzeum, nawet nie wiedziałam, że spichrze tyle rzeczy kryją. Był jarmark, przeszliśmy po stoiskach, a córka zebrała palmę, szydełkową bransoletkę plus zajączka. I za nic nie chciała jechać do domu. Przekonaliśmy ją obiadem :)
Mam mocne postanowienie na jutro - koniec z jedzeniem przy bajkach. Ja nauczyłam tego złego nawyku, teraz muszę się podjąć detoksu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz