Tak sobie pomyślałam, żeby rejestrować każdy nasz dzień, zdjęciem, w miarę możliwości wpisem tu lub papierowym. Muszę się w końcu nauczyć zgrywania zdjęć z aparatu...
Piątek - 1.03 - poranne samodzielne ubieranie, dzielna jest Tosia przy rajstopach :) udało się zadziałać nawet kulinarnie, mimo że Filipowi nie chciało się leżeć samemu, zrobiłyśmy rybę, a potem marchewkowe rogaliki - wałkowanie ciasta i posypywanie mąką jest najbardziej wyczekiwanym momentem pracy.
Sobota - 2.03 - Mawy kończy miesiąc, zleciało jak jeden dzień, urósł i zmężniał :) już nawet jeden pajac i śpioch są zbyt małe; taki jest fajny w swoich trzysekundowych uśmiechach, minach i jak pokazuje "jezok" :) coraz bardziej nie lubi kąpieli i przewijania, a tu jak na złość kup coraz więcej ;) Tosia zaczyna pisać, już nawet całe zdania - pismo coś jak chińsko-japońskie, znaczki mieszczą się w jednej kratce i są w pionie :)
A dziś... dziś ja byłam nie do życia. Ale to nie o mnie blog.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz