- Hilipku piewam, a nie ciebie.
- Baldzo temu
- Juz jetem blisko afatu.
To spisane na szybko, chciałam na bieżąco, bo właściwie co drugie zdanie nadaje się do zapisania, ale oczywiście nie dałam rady. W głowie mi sie wszystko nie zachowuje.
Trochę się bałam początku tego tygodnia, bo to pierwszy od trzech tygodni czas, kiedy jesteśmy sami, w trójkę. A obserwując ostatnie poczynania Tosi - histeryczne i płaczliwe raczej - strach czułam na plecach, bo już naprawdę w wielu sytuacjach brakowało mi cierpliwości, zrozumienia dla niej. Czytam te blogi, porady, o zabawach, o zrozumieniu, o tym, że to normalne i nie tylko ona tak ma, ale w sytuacji krytycznej złość we mnie bierze górę i tak. No ale przeżyłam te dwa dni bez wielkiej udręki :) Nawet mimo że dziś cały dzień padało. I nawet konstruktywnie było - pieczenie ciasta, chleba, malowanie, czytanie.
- Co lobis? Chcę pomóc - miło było mi słyszeć :)
Filip jak zwykle rozdziawia buzię z radości i zachwytu, kiedy widzi siostrę, chociaż zdarza się już i jęk zawodu, gdy coś mu zabierze z ręki.
Dziś Tosia próbowała zaangażować go w "zabawę". Chodziło o dopasowanie kształtów w książce. Śmiesznie to wyglądało, mały leżał na brzuchu przed książką, duża kierowała jego rękę w odpowiednie miejsce :) :
- Gdzie jest postokąt? Taaak, blawo. Dobzie. Pokaż koło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz