wtorek, 10 września 2013

Z serii zasłyszane

Jako że w przedszkolu coraz lepiej i już nie odbieram Tosi zapłakanej, tylko uśmiechniętą, postanowiliśmy pójść krok dalej i dłużej. Pierwsze leżakowanie, do godziny 13. Przedszkolak zadowolony.

Za to Filip przechodzi chyba jakiś lęk separacyjny, odłożony po kr.ótkiej chwili zaczyna wzywać towarzystwa. Kręci się naokoło, podgryza żółtą kaczkę, ulubionego misia z Ikei, ale i tak życie z maty to żadne życie, więc prostestuje póki go nie wezmę.

Przyjeżdżamy do domu, trwa rozpakowywanie w korytarzu, Tosia do Filipa jeszcze leżącego w foteliku:
- Byłes w klolu, tak. Byłeś baldzo dzielny i gjeczny. Baldzo.

Wołam na obiad. Bez reakcji. Wołam po raz drugi, trzeci, czwarty. W końcu podnoszę głos o dwa tony. Zjawia się Tosia i spokojnym głosem:
- Cicho bądź.

Zajadając kukurydzę:
- To jest wypyszne.

Bawimy się w sklep, Tosia sprzedaje:
- Chcesz midola?
- Nie, dziękuje.
- Mas, mas, plose.
- Poproszę książkę o Zuzi.
- Dwie?
- Nie, jedną.
- A jednak dwie, plose dwie.
Potrafi pozbyć się towaru :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz