Chorowania ciąg dalszy, chociaż idzie chyba ku dobremu - temperatury brak, nosek zapchany,no i ogólnie typ mocno narzekająco-jęczący. Tak było szczególnie rano, o wszystko płacz zawodzący. Na któreś z kolei pytanie: c o s i ę s t a ł o, padła odpowiedź: mam zły dzień, yyyyyhhhyyy. Niby nic, ale z trzy dni temu to były dokładnie moje słowa :)
- Chcę jechać do Solca, do babci i iść do Jura Parku.
- Tam trzeba dużo chodzić,a ty ciągle narzekasz teraz, że cię nogi bolą.
Chwila namysłu.
- Poladzę sobie jakoś.
- Włóż kolcek tutaj. Ja włożam tu.
Siedzimy na kanapie, już po myciu, w piżdżamkach. Filip przy piersi. Tosia nagle:
- A jak Filip już będzie duży i pójdzie do przedszkola, to ja już chyba umlę.
- Nie, myślę, że będziesz długo żyła, aż będziesz starą babcią.
- A ty?
- Ja też.
- Ja ciebie nigdy nie opuszczę.
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz