No dobra, czasem nie udaje mi się uciec przed porównywaniem, podpatruję jakieś inne blogi, czytam o dzieciach w podobnym wieku i przeraziła mnie niedawno umiejętność imienniczki mojej latorośli. Językowa przepaść. Głupie to, wiem, wyścig szczurów jednolatków? Heloł, ja w to nie wchodzę :) Zastanawiam się, czy to nierozumienie mowy Tosi nie jest moją/naszą winą, może powinnam się już doskonale domyślać, o co cho w tych językowych tyradach z takim przejęciem wypowiadanych. Tymczasem przytakuję, zadziwiam się tym pytającym "naprawdę?", ale rozumieć - ni w ząb. Chociaż raz wydawało mi się, że usłyszałam "mam katalu" (mam katar), no i nowe "czekaj" - mówione z identycznym kresowym akcentem jak Pawlak z "Samych Swoich" :)
Dziś kolejna sobota na budowie. Dużo czasu zeszło nam na wkładaniu muszelek ze żwiru do otworków w cegle (fajna zabawa, taki sorter z tego wyszedł), na uciekaniu, na spacerze do najbliższego sklepu (po drodze spotkałyśmy bernardyna, z którym trzeba było zamienić parę słów) po drożdżówki. A potem chyba pierwsza taka głębsza histeria z wyginaniem - Tosia nie miała ochoty wyjeżdżać z Przyłęk, a już tym bardziej być zapiętą w foteliku. Chwilę trwało zanim ją okiełznałam. Brrr... to już zaczyna się ten czas takiego buntu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz