Kumata ta nasza dziewuszka. Czasem sobie nie zdajemy sprawy z tego, jak wiele rozumie, tylko przekazać tego nie umie...Wiele razy już było tak, że coś jej opowiadałam, mówiłam, a w chwilę potem otwierałam buzię ze zdumienia, bo Tosia albo właśnie to robiła, albo pokazywała, no udowadniała, że wszystko czai. Np. wczoraj byliśmy w kościele, w czasie mszy próbowała dobierać się do ulubionego jedzenia, czyli do mnie :) Zaczęłam jej po cichu mówić, że dam, jak tylko przyjdziemy do domu, że niedługo wychodzimy. Tosia bierze mnie za palec i ciągnie - myślałam, że do ławki, gdzie siedziała Kinga i Rafał (kursowała między babcią a dziadkiem i nami, ja musiałam zmieniać miejsce), ale nie - szła prosto do wyjścia i nic jej nie przekonało, żeby z tego kierunku zrezygnować.
Jest na etapie pokazywania palcem - tzn. ona wskazuje (tiu), reszta mówi, o kogo/o co chodzi. Często tak jest przy stole - tu mama, tu tata, tu ciocia, tu babcia, tu dziadzia..., tu Tosia... i tak z pięć rundek. Podobnie przy oglądaniu książek, gazet - tu kot, tu pies, tu chłopiec, tu drzewo, tu kwiatek... i od początku, i znowu, i jeszcze. Może to ma służyć utrwalaniu nowych słówek? :) A co jak się pomylisz? Palec tkwi dalej w tym samym miejscu, masz szansę poprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz