Przed zaśnięciem zasmarkana Tosia:
- Ja już nie chce kataru i kaszalu.
Filip w leżaczku, Tosia nad nim oczywiście, buja go, grzechocze, zabawia:
- Iii jączki (rączki) do góly mluchu, huuuujaaa.
Aaa, no i nadeszła era różowości. To chyba już. Wszystko różowe jest rzecz jasna piękne :) Przedwczoraj usłyszałam wyznanie:
- Ja lubię lóziowy.
W środę była rytmika po raz drugi, a ja się wzruszyłam (musiałam siedzieć, bo Tosia płakała po minucie samotności na zajęciach), kiedy widziałam ją taką dziecięco nieporadną wśród tych pięcioletnich dziewczynek, taką zestresowaną, przełykającą ślinę, robiącą wszystko pół kroku później :) Rozkoszna w tym była. A piosenkę o wiośnie potrafi prawie sama zaśpiewać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz