środa, 15 stycznia 2014

Chorowanie, ale z energią

No to pierwsze w tym roku chorowanie trwa. Tosia z katarem, Filip znacznie gorzej, bo po raz kolejny zapalenie oskrzeli. Uziemienie w domu, da się przeżyć, gdyby jeszcze tylko ból głowy mnie nie chwytał, gdyby tylko Tosia nie "gnębiła" Filipa. Nie wiem, jakim słowem to określić - po prostu najchętniej co chwilę brałaby (bierze, bo tak się przecież dzieje) brata pod pachy, bo albo go od czegoś odsuwa, albo gdzieś przesuwa, a on się wścieka, co oczywiście skutkuje płaczem. Chociaż trzeba też dodać, że zdarzają i momenty radości, kiedy jest w stanie  rozśmieszyć  go tak, jak ja nie potrafię. Biedny jest z tym świszczącym oddechem, brakiem apetytu, płaczliwością i bezsennością.

Bawimy się w lekarza, robię przerwę i idę kończyć obiad.
- A telaz będziemy w szpitalu, a ty będziesz szpitalką.

Przeglądamy kalendarz:
- O, tu na przykład jest takie święto zakochanych i daje się walentynkę osobie, którą się kocha.
- Ja tobie dam.
Tu następuje moje wzruszenie, uśmiech i uścisk. Ciąg dalszy przed zasypianiem:
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? Po co mnie wołałaś?
- Bo jesteś moją balentynką
:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz