Dziś pierwszy przedszkolny dzień po bardzo długiej przerwie. I od razu takie wyszczekane się dziecko jakieś się zrobiło - przyniosła na przykład stwierdzenie "i co z tego", wcześniej nie zdarzyło się, żeby tak powiedziała. A w samochodzie:
- Z kim się dziś bawiłaś?
- Nie pamiętam.
- A czym się dziś bawiłas?
- Mama, nie zadawaj mi pytań, na któle nie znam odpowiedzi. Nie gadaj juz.
Po dłuższej chwili:
- A wiesz co się dziś darzyło na tołówce? Gadnij.
Podałam kilka pomysłów, ale to ciągle nie było to.
- Ktoś się uderzył w głowę - wyjawiła w końcu.
- Kto?
- Gadnij.
Rzucam imionami, nie trafiam.
- Nie. Leży obok mie na lezakowaniu.
- Aaaa Ksawery!
Niedawno znalazła obrazkowe karty do nauki angielskiego i się odrobinę wciągnęła. Wcześniej do niczego jej nie namawiałam, wydawało mi się za wcześnie. Zapamiętała dwa swoje pierwsze obcojęzyczne słowa: łóżko - "bet" i miotła - "brum" :)
- A po japońsku? - zapytała mnie przy tej nauce.
- Nie wiem, nie znam japońskiego, ale są jeszcze inne języki, na przykład hiszpański. Po hiszpańsku jak chcesz powiedzieć cześć, to mówi się "ola".
- Olaboga mówi się.
Powiedziała to w taki sposób, że minęła dłuższa chwila zanim pojęłam, o co chodzi :)
Filip zaczyna mnie podgryzać,kiedy go karmię. Niestety, i po co ja tych zębów tak wypatrywałam. Na razie widać, że robi to celowo, świadomie i dla żartu. Sprawdza mnie, patrzy w oczy i się śmieje, łobuziak jeden. Mam nadzieję, że się nie przyzwyczai do takich "zabaw". Dziś pociągnął z kubka dwa pełne łyki wody, bez zachłyśnięcia! Ale miał radochę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz