Świętowanie trzecich urodzin trochę się nam przeciągnęło, Tosia dmuchała w sumie 12 świeczek, tortów były aż cztery sztuki: różowo-truskawkowy (ja), wielki z żółtymi kuleczkami i misiami w świeczkach (mama), uroczy różowy (Ania) i motyl lentinkowy (ja). I prezentów mnóstwo - do dobrego można się szybko przyzwyczaić :) Jak tylko będą możliwości i zdjęcia, to najlepiej fotorelacja zda tu egzamin.
Zasłyszane:
Wołam na śniadanie, po jednym kęsie już jej nie ma, przynosi książkę i mówi:
- Citaj.
- Najpierw śniadanie.
- Zuzia. Jak tu pisą? To jaka Zuzia?
- Zuzia idzie na śniadanie.
Uśmiecha się zawstydzona, macha ręką: - Eeeee, taki żat mama.
Przegląda nasiona, które jeszcze zostały, lubi to prawie tak jak składanie ubrań :) Czyta to, co napisane z tyłu:
- Tu pisą kedy siać. Siać w piątek i niedziele.
Przegląda album ze zdjęciami, kiedy była mała:
- Tu sześć Hlipków czy Tosie?
Na spacerze, siedząc na moich plecach:
- Ty stala? Tata staly? Ja stala? Kiedy ja stala?
Z cyklu odkrywcze:
- Koty nie noszą broży bo same chodzą.
Walczymy z katarami i kaszlami. Znowu niestety. Mam nadzieję, że szybko to przejdzie.
A Filip niespostrzeżenie skończył trzeci już miesiąc. Robi się coraz dłuższy i cięższy. Uśmiecha się do Tosi, śledzi jej ruchy. Leżenie na brzuchu podoba się coraz mniej, ale o przewrotach nie ma jeszcze mowy. Więcej dowiemy się w piątek - szczepienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz