czwartek, 4 lipca 2013

Lato w pełni

Czasem się we mnie gotuje - kiedy nie wiem o co chodzi, kiedy lament i płacz z błahostki momentalnie przeradza się w teatralny monodramat, kiedy proszę o coś po raz ...dziesiąty, a reakcji nie ma... Ale gdzieś z tyłu głowy mam taką myśl, że przecież ten czas niebawem się skończy, że te trzy lata, że te pięć miesięcy za moment przeminą, że dzieciaki tak szybko rosną. A ja chciałabym zapamiętać jak najlepiej ten czas, jak najlepiej go wykorzystać, zakodować jak najwięcej fajnych chwil.
Kocham te momenty, kiedy Filip wpatruje się w Tosię z uwagą, ona powie "a gu", a on już się chichra i wydaje odgłosy radości :) Dziś tak było... Przy śniadaniu, wieczorem po kąpieli.
Czuje się lato... Wczesne wstawanie (Tosia na łóżku od razu po otwarciu oczu - hula, nowy dzien), boso bieganie (skarpety przy koszeniu trawy nie do doprania), jedzenie na tarasie lub na trawie (tak, tak, mamy skrawek!), lody w ilościach hurtowych, "plusiki" w ciągłym użyciu, wieczorne burze. Zajadałyśmy dziś groszki pod namiotem, a potem poszliśmy w odwiedziny do Igi i Kacpra.

- Jak bede duża jak ty, to kupicie mi mochód.

Podnosząc z podłogi goździka:
- Ten kjatek umlał?
- Włożę go do wody i nie umlał.

Na widok mojej nogi:
- To klef? Ja nie mam klefa.

Dziś dłuższy czas "bawiła się " ze swoją wirtualną "klanką" Amelką. Czasem za nią coś odpowiedziała, generalnie jednak wydawała polecenia: Amela chodź tu, usiądź. Hmmmmmm......












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz