niedziela, 8 maja 2011

Pod znakiem tulipanów

Odkąd zaczęło się chodzenie, jest więcej wrażeń i emocji, takie odnoszę wrażenie. Chociaż przecież Tosią nie jestem, a tylko ona wie, jak to jest :) Teraz biega, wszystkiego dotyka, poznaje, nie ogląda się zbytnio na nas, idzie tam, gdzie chce.
A wczoraj emocje dodatkowe, jak zawsze, gdy jesteśmy poza domem. Agorowskie spotkanie na Wyspie Młyńskiej. Piknik - do którego nie przygotowaliśmy się niestety, wyjeżdżając rano jak zwykle w pośpiechu i z niezliczoną ilością bagażu, mimo że przecież nie wzięliśmy ani koca, ani prowiantu (nie licząc tego dla Tosi)... Nie wiem, jak to się dzieje, ale nie da się zapakować do samochodu za jednym razem, obrócić trzeba co najmniej z dwa :) Spotkaliśmy się w siedmiu starszych i dwóch młodych ludzi, pałaszowaliśmy pizze Agaty (domowa robota, mniam), podziwialiśmy latorośle, czyli Wojtka i Tosię, liczne pary młode i pięęękne tulipany, a dokładniej - dywany z główek tych kwiatów. Żuczek hasał, zaczepiając inne dzieci, ogólne zadowolenie i radocha, ogromnie miłe wczesne popołudnie.
Wieczorem nie mogłam się nawąchać włosów małej. Leżała wtulona w pierś, posapywała przez sen potwornie zmęczona, a ja próbowałam określić ten zapach... Wiosenny wiatr, letnie powietrze, ciepły piasek, świeżość, wakacje,dzieciństwo...

                                        Tosia z tatą i tulipanowy dywan, prawie Holandia :)

                                                                 Grupowo, fot. Agata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz